Jaeger-LeCoultre Powermatic 481 – wskazanie rezerwy chodu (nie) dla każdego!

Jaeger-LeCoultre Powermatic 481 – wskazanie rezerwy chodu (nie) dla każdego!

Stawiam odważną tezę, iż dzisiejsi użytkownicy i miłośnicy naręcznych zegarków mechanicznych nie w pełni zdają sobie sprawę, w jak wspaniałych czasach mają szczęście żyć. Wyjaśniam od razu, że pisząc o „wspaniałych czasach” mam oczywiście na myśli czasy jakie nastały w świecie zegarmistrzostwa – dziedzinie mikromechaniki – obecnie, w stosunku do bardzo długiego okresu czasu trwającego do połowy poprzedniego wieku, do którego tę uwagę odnoszę.

Dlaczego uważam, iż dzisiejsi fani zegarków mechanicznych na rękę mogą czuć się prawdziwymi szczęśliwcami? To oczywiste! W XXI wieku wystarczy tylko posiadać odpowiednią sumę pieniędzy, by móc stać się niemal w każdej chwili posiadaczem zegarka mechanicznego z dowolną funkcją dodatkową. Co więcej, dostępne są przecież dziś modele, które oferują nawet kilka różnych funkcji dodatkowych jednocześnie – all in one!

Jako osobie, która przyszła na świat w latach 80. XX wieku, nawet mnie samemu taka sytuacja wydaje się czymś oczywistym, tak po prostu jest – jeśli chcę kupić zegarek ze stoperem, wskazaniami: wiecznego kalendarza, faz Księżyca, rezerwy chodu, z tourbillonem, czy też jakąkolwiek inną funkcją dodatkową, to dysponując odpowiednimi środkami mogę już dziś stać się posiadaczem kilku zegarków z każdą z tych funkcji, lub nawet jednego egzemplarza, który będzie miał je wszystkie. Oczywista oczywistość.

Gdzie wobec tego doszukiwać się wspomnianego przeze mnie szczęścia?

Otóż wcale nie tak dawno temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

Około 80. lat temu, nawet gdybyśmy dysponowali odpowiednimi środkami finansowymi, idąc do sklepu i chcąc nabyć zegarek ze stoperem czy wskazaniem faz Księżyca i tak byśmy go nie kupili. Dlaczego? Bo zwyczajnie, więcej niż osiem dekad temu, tego typu zegarki naręczne po prostu nie były dostępne!

Dlatego warto sobie uświadomić, iż wszystkie funkcje dodatkowe naręcznych zegarków mechanicznych, czy też inaczej mówiąc komplikacje konstrukcji ich mechanizmów, musiały wpierw zostać na jakimś etapie rozwoju zegarmistrzostwa… wymyślone, opracowane po raz pierwszy, a następnie zastosowane po raz pierwszy w seryjnej produkcji.

Rozwiązania powszechnie dziś dostępne, kiedyś zastosowano… po raz pierwszy

Przez kilka wieków ludzkość korzystała z zegarów wieżowych, a następnie wraz rozwojem zegarmistrzostwa i miniaturyzacją, także z mechanicznych zegarów domowych. Dopiero od około XVIII wieku luksus i komfort możliwości kontrolowania czasu dawały ludziom coraz powszechniej używane zegarki kieszonkowe. Ten stan rzeczy trwał aż do przełomu dziewiętnastego i dwudziestego stulecia, wówczas powstawały jedne z pierwszych zegarków naręcznych. Na rok 1892 datuje się powstanie pierwszego zegarka naręcznego z minutowym repetierem, który zaprezentowany został w Bienne przez Louisa Brandt & Frère, przodka dzisiejszej firmy Omega.

Jednakże zegarki naręczne zaczęły pojawiać się na szerszą skalę dopiero na początku XX wieku i funkcjonował on w zasadzie bardziej jako ciekawy, modny dodatek, niż codzienne urządzenie do odmierzania czasu. Zegarki noszone na nadgarstku zaczęły być coraz częściej widywane w okresie I wojny światowej (często były to zegarki kieszonkowe z dolutowanymi uszami, przez które przekładany był pasek).  

W 1908 roku marka Eterna przedstawiła prototyp pierwszego zegarka naręcznego z alarmem, ale do masowej produkcji model ten trafił dopiero po kilku latach, w roku 1914.

Rok później, w 1915 roku, zaprezentowano pierwszy zegarek naręczny z niezależnym przyciskiem do obsługi stopera, wcześniej przycisk ten znajdował się w koronce (tak jak to miało miejsce w zegarkach kieszonkowych). W zasadzie dopiero od okresu I wojny światowej potrzeby żołnierzy spopularyzowały noszenie zegarków na nadgarstkach, a z czasem w takiej formie zaczęły być one używane także przez cywilów.

W tamtych czasach już samo posiadanie zegarka naręcznego stanowiło nie lada nobilitację, gdyż były to nadal przedmioty drogie i niełatwo osiągalne. Wówczas przeciętnemu człowiekowi rzadko marzyło się nawet, by zegarek miał jakieś „dodatkowe funkcje”. Jego funkcją było, po prostu, wskazywanie czasu.

Wiele komplikacji konstrukcji, które były już znane i stosowane choćby w zegarach wieżowych, ale także w domowych, czy też luksusowych zegarkach kieszonkowych, nie było na początku XX wieku dostępnych w znacznie mniejszych zegarkach naręcznych. Powodów takiego stanu rzeczy było wiele, w tym chociażby ograniczone wówczas możliwości techniczne, oraz fakt, iż chodziło przecież o ich zastosowane w urządzeniu z jednej strony o zdecydowanie mniejszych gabarytach niż zegarki kieszonkowe, a z drugiej podczas użytkowania na ręce narażonym na więcej zagrożeń.

Dopiero komercjalizacja naręcznego zegarmistrzostwa, która nastąpiła mniej więcej po pierwszej wojnie światowej i dynamicznie rozwijała się w latach kolejnych, spowodowała, iż zaczął się fascynujący okres w historii zegarków naręcznych. Wtedy właśnie powstawały „po raz pierwszy” modele wyposażone w kolejne dodatkowe funkcje.

Zaczął się w branży zegarkowej mikromechaniczny „wyścig zbrojeń”.

Od lat 30. XX wieku zegarki naręczne stawały się systematycznie z każdym kolejnym rokiem nie tylko coraz praktyczniejszym i rozbudowanym urządzeniem do odmierzania czasu, ale wracając do swoich korzeni były wyrobem jubilerskim, który miał pokazywać status swojego właściciela. Chęć wyróżnienia się i posiadania czegoś, co nie jest ogólnodostępne od zawsze leży w ludzkiej naturze. Widząc tę zależność, najbardziej znamienite firmy zegarmistrzowskie pragnące budować swoją pozycję i prestiż na stale rosnącym rynku, a równocześnie walcząc o coraz większe grono zamożnych klientów, zaczęły opracowywać i wdrażać do produkcji na coraz większą skalę zegarki na rękę wyposażone w dodatkowe opcje, jeszcze do niedawna dla tego rodzaju wyrobów nieosiągalne.

Równocześnie wraz ze wzrostem dostępności zegarków naręcznych producenci zaczęli kłaść coraz większy nacisk na ich trwałość, w tym wodoszczelność i pyłoszczelność, a także aspekt praktyczny. Skoro wszystkie zegarki mniej lub bardziej precyzyjnie wskazywały czas, to by móc wyróżnić się na tle konkurencji należało zaproponować coś nowego, coś innego, a zarazem coś podnoszącego funkcjonalność tych urządzeń.

Mawia się, że potrzeba jest matką wynalazków, ja bym powiedział, że równie często jest nią ludzka wygoda – mechanizmy zegarków ewoluowały, zaczęły być dostępne nie tylko zegarki z naciągiem manualnym, ale także pierwsze modele z naciągiem automatycznym. W roku 1924 swój patent zgłosił John Harwood – tak powstał pierwszy w historii zegarków naręcznych wyrób z automatycznym naciągiem sprężyny. Wprawdzie było to rozwiązanie niedoskonałe, ale równocześnie był to prawdziwy przełom w zegarmistrzostwie.

www.harwood-watches.com/en/history/index.html

To wydarzenie stanowiło impuls, który w kolejnych latach pchnął branżę do intensywnego ulepszania tego rozwiązania lub realizacji własnych pomysłów. Zaowocowało to licznymi innowacjami, z których wymienić warto chociażby: zaprezentowany w 1931 roku przez markę Glycine pierwszy mechanizm ze zdejmowanym modułem automatycznego naciągu, oraz złożony w tym samym roku przez markę Rolex patent, z rozwiązaniem udoskonalającym automatyczny naciąg ze swobodnym wahnikiem obracającym się w obie strony (360 stopni). Zegarek z tym mechanizmem noszony na ręku przez minimum 6 godzin zapewniał ciągłość działania bez potrzeby dokręcania go za pomocą koronki.

Wszystkie te udoskonalenia powoli zdobywając rynek, były stosowane na coraz szerszą skalę.

Powolnie następująca zmiana nie podważa jednak faktu, że nareszcie nie trzeba było już pamiętać, by co wieczór przed spaniem nakręcić zegarek, bo można było stać się posiadaczem „nowości” – zegarka z automatycznym naciągiem sprężyny (z ang. automatic).

www.harwood-watches.com/en/history/index.html

Mechanizm takiego zegarka – tak jak dziś – posiadał obracający się swobodnie, lub swobodnie w dużym zakresie kątowym, element, który przy noszeniu zegarka na ręce i aktywności jego właściciela poruszając się, poprzez zespół naciągu powodował naprężenie sprężyny. Jakże proste, a zarazem genialne rozwiązanie. Swoiste perpetuum mobile. Od teraz wystarczyło po prostu nosić zegarek każdego dnia, by sprężyna naciągała się automatycznie. Dzięki odpowiedniej aktywności powodującej wystarczającą liczbę ruchów nadgarstka z zegarkiem stawało się to proste i praktyczne.

Pojawiło się tylko jedno „ale”.

Nakręcając samodzielnie zegarek (o ile o tej czynności nie zapomnieliśmy) mieliśmy pewność, że poziom zmagazynowanej energii w sprężynie napędowej jest maksymalny, a tym samym mechanizm nagle nie przestanie pracować. W zegarkach z automatycznym naciągiem pojawiała się natomiast niepewność, czy w danym dniu wykonaliśmy wystarczającą liczbę ruchów ręką?

Lub co gorsza – co w sytuacji, kiedy zegarek odłożyliśmy na kilka, bądź kilkanaście godzin?

I tu pojawia nasz tytułowy bohater: Jaeger-LeCoultre Powermatic z 1948 roku!

Wskazanie rezerwy chodu dostępne dla każdego!

Wroku 1946 szwajcarska firma Jaeger-LeCoultre, podobnie jak kilku innych znamienitych producentów zegarków w tamtym czasie, opracowała własny naciąg automatyczny odbojowy tzw. „bumper”. Od wspomnianego już rozwiązania Harwooda różnił się on m.in. koronką służącą do nastawiania wskazówek (zamiast obrotowego pierścienia) oraz nieco szerszym kątem obrotowym wahnika.

Masa oscylująca poprzez specjalne jej ramię była łożyskowana w centrum mechanizmu. Jej obrót ograniczony był dwoma odbojami (sprężynami) zapewniającymi wahnikowi amortyzację i ruch roboczy wynoszący około 300 stopni. 

Jak widać na zdjęciu poniżej, mechanizmy z automatycznym naciągiem z wahnikiem odbojowym dalece różnią się od tych, które znamy obecnie, tak pod względem wyglądu, jak i sposobu działania.

Watchguy.co.uk

Pierwsze samodzielnie zbudowane i montowane na masową skalę mechanizmy tego typu marka Jaeger-LeCoultre wprowadziła do swojej oferty w roku 1946 – był to kaliber JLC 476. Pod tym względem marka nie była pierwsza na rynku, ale zaledwie dwa lata później szwajcarska manufaktura stworzyła mechanizm, który zapisał się już na stałe na kartach historii zegarmistrzostwa jako „ten pierwszy”.

W 1948 roku firma Jaeger-LeCoultre, jako pierwsza na świecie, do produkcji masowej w zegarkach naręcznych wprowadziła wskaźnik rezerwy chodu. Zegarek nosił nazwę Powermatic i był wyposażony w mechanizm własnej konstrukcji – kaliber LeCoultre 481. 

Wskazanie rezerwy chodu (franc. Réserve de Marche), jest komplikacją konstrukcji mechanizmu służącą do informowania o aktualnym poziomie energii zgromadzonej w zespole napędu zegarka. W zegarku z ręcznym naciągiem pokazuje on czas pozostały do chwili zatrzymania się, o ile nie zostanie nakręcony. Wskaźnik rezerwy chodu w zegarku z automatycznym naciągiem pokazuje natomiast jak długo zegarek będzie działał, jeśli nie będzie noszony.

Wskaźnik rezerwy chodu był wcześniej używany w chronometrach morskich, a później w kolejowych zegarkach kieszonkowych wysokiej klasy. Wprawdzie, jak podają różne, niezależne źródła, pierwszy zegarek naręczny ze wskaźnikiem rezerwy chodu został stworzony już wcześniej, w 1933 roku przez firmę Breguet, ale był to jedynie prototyp zamontowany w jednym egzemplarzu. Tę jakże praktyczną funkcję dodatkową, do dziś wielce pożądaną także w nowych zegarkach mechanicznych, dla szerszej klienteli zaoferowała jako pierwsza pod koniec lat 40. XX wieku firma Jaeger-LeCoultre.

Jaeger-LeCoultre Powermatic z mechanizmem „bumper” kaliber 481

Zegarki Jaeger-LeCoultre z serii Powerwind/Powermatic (Ref E 163) produkowane były od 1948 do 1959 roku. Chociaż mechanizm ten był na przestrzeni lat modyfikowany, to ta linia produktów jest obecna w ofercie luksusowej szwajcarskiej marki do dziś pod nazwą Powermatic, Futurematic i Réserve de Marche.

Modele tworzone pod koniec lat 40. XX wieku i przez kolejnych kilkanaście lat posiadały tarcze na których pod oznaczeniem godziny 12 umieszczone było charakterystyczne, lekko zaokrąglone okienko. W nim widoczny był fragment dysku prezentującego wskazanie rezerwy chodu. Sygnatura wskaźnika rezerwy chodu oznaczona jest cyframi: „0 • 10 • 20 • 30 • 40”, z czerwoną strefą na skali od około 14 godziny do poniżej cyfry „0”.

Dysk obraca się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.

Skala rezerwy chodu sięga wobec tego od 0 do 40 godzin przy maksymalnym naciągnięciu sprężyny napędowej. Jej pierwsze około 14 godzin jest w kolorze czerwonym, a liczby w zakresie od 15 do 40 są już na tle białym. Wybór kolorów wynika z faktu, że 10-14 godzin to bezpieczne minimum rezerwy chodu jaką zegarek powinien wskazywać użytkownikowi, chociażby przed położeniem się spać, by po przebudzeniu mechanizm nadal pracował.

Mechanizm JLC 481 zapewnia wskazywanie godzin i minut, oraz sekund w formie centralnego sekundnika. Oczywiście posiada wskaźnik rezerwy chodu. Mechanizm pracuje z częstotliwością oscylacji balansu wynoszącą 18 000 wahnięć na godzinę. Znajdziemy w nim 17 kamieni syntetycznych. Rezerwa chodu wynosi 40 godzin.

Oznaczenie „481” jest trudne do zauważenia na płycie mechanizmu, ponieważ znajduje się ono pod kołem balansu. Mechanizm odbojowy automatycznego naciągu ma dwie sprężyny – jedna przymocowana jest do wahnika, a druga do części mechanizmu stanowiącego odbojnik.

Warto wspomnieć, że modele Powerwind/Powermatic obejmują kilka referencji, które różnią się materiałem z jakiego wykonane są koperty i ich rozmiarem, oraz wyglądem tarcz. Były one oferowane w kopertach o średnicy 33-34 mm, najczęściej wykonanych w technice „gold filled”, czyli obudowę pokryto grubą warstwą złota, które zostało naniesione na bazę z innego metalu. Zegarki te produkowane były głównie na rynek amerykański, a modele takie można wyróżnić na tle europejskich (które były jak na tamte czasy „ogromne, gdyż miały 37 mm średnicy) właśnie mniejszym rozmiarem obudowy i sygnaturą „LeCoultre” na tarczy. Były także produkowane modele z kopertami wykonanymi ze stali, oraz z żółtego lub różowego złota, ale spotykane i dostępne znacznie rzadziej.

Zegarki z serii Powermatic obok różnicy w średnicy kopert i materiału z jakiego były one wykonywane, miały także odmienny kształt ich uszu. Dostępne były również różne wersje tarcz: z indeksami nakładanymi, malowanymi masą luminescencyją, lub nakładane i świecące. Stosowano również różne kształty ramion wskazówek, chociażby w stylu Dauphine czy też klasycznych batonów, a wskazówki mogły mieć także wypełnienie masą luminescencyjną.

Widoczny na zdjęciach egzemplarz zegarka Powermatic (model z napisem „LeCoultre”, a więc przygotowany na rynek amerykański) pochodzi z 1956 roku. Tarcza jest w kolorze szampana, ma nakładane indeksy, wskazówki dauphine, oraz wskazanie rezerwy chodu.

Prostota, doskonała czytelność i funkcjonalność w najlepszym wydaniu.

Wskazanie rezerwy chodu dostępne dla każdego – czy aby na pewno?

Czytając powyższe  wiemy już, że wskazanie rezerwy chodu w zegarkach naręcznych pojawiło się powszechnie pod koniec lat 40. XX wieku. To wtedy zaczęło być dostępne w zegarkach naręcznych Jaeger-LeCoultre produkowanych na masową skalę. Musimy jednak wyjaśnić, co dokładnie w tym przypadku oznacza określenie: „produkcja na masową skalę”? Czy jest równoznaczne z tym, że zegarki Powermatic były wówczas faktycznie dostępne dla każdego?

Wielkość produkcji

W tym wypadku masowa skala, jak podaje Zaf Basha – znany kolekcjoner zegarków Jaeger-LeCoultre, oznacza produkcję na poziomie około 100 000 egzemplarzy w ciągu 11 lat. Zatem w latach 1948 – 1959 produkcja plasowała się na poziomie około 9 000 egzemplarzy rocznie. Czy to jest dużo?

Dla porównania podam, że kultowy model El Primero marki Zenith produkowany w latach 1969 – 1975, w różnych wersjach, na przestrzeni tych 6 lat został wykonany w łącznej liczbie 18 000 egzemplarzy. Podam też przykład z „naszego podwórka” – polska marka Błonie na przestrzeni 10 lat produkcji w zakładach MERA Błonie wykonała 1,2 miliona sztuk zegarków.

Co ciekawe, 75% całej produkcji zegarków z serii Jaeger-LeCoultre Powermatic, czyli około 75 000 sztuk, przeznaczonych było na rynek amerykański.

Cena zegarków w latach 50. XX wieku

W 1952 roku zegarek Powermatic z kopertą gold filled kosztował w USA dokładnie 71,50$ (z podatkiem), wersja z kopertą wykonaną ze złota kosztowała 150$.

Dziś cena ta niewiele nam mówi, więc za punkt odniesienia podam trzy wartości:

 – minimalna stawka godzinowa na początku lat 50. XX wieku w USA wynosiła 0,75$,

– w 1951 roku czarno-biały telewizor marki Philco z plastikową obudową kosztował 149,50$,

– a w 1950 roku rodzinny samochód Chevrolet Deluxe z silnikiem 6-cylindrowym można było kupić za 1529$.

Po analizie wielkości produkcji oraz cen zegarków oferowanych na początku lat 50. wydaje się jednak, że do określenia „powszechna dostępność” musimy podejść z… rezerwą.

Czyż to nie jest prawdziwe szczęście?

Rok 1948 jest zatem jednym z istotnych wyznaczników w dziejach rozwoju mechanizmów zegarków naręcznych. Raptem niewiele ponad 70 lat temu po raz pierwszy do powszechnego użytku trafiły zegarki na rękę oferujące dodatkową funkcję w postaci wskazania rezerwy chodu.

Modele z serii Powermatic wyposażone były w manufakturowy mechanizm 481, stanowiący ewolucję mechanizmu JLC kaliber 476, a wprowadzona w nim komplikacja konstrukcji polegająca na wskazaniu rezerwy chodu (Reserve de Marche) od tamtej pory stała się znakiem rozpoznawczym zegarków z manufaktury Jaeger-LeCoultre. Co więcej, w kolejnych latach rozwiązanie to zaczęło się być stosowane także przez innych producentów.

Dziś tę funkcję dodatkową możemy znaleźć w zegarkach bardzo wielu marek, zarówno w modelach relatywnie przystępnych cenowo, jak i w zegarkach luksusowych. Stała się ona faktycznie powszechnie dostępna dla użytkowników i miłośników zegarków mechanicznych.

Wystarczy tylko wybrać zegarek, i możemy go kupić od ręki (albo od razu na rękę).

Czyż to nie jest prawdziwe szczęście?

Maciej Kopyto

Bibliografia:

Kalendarium ewolucji mechanizmów

Retrowow.co.uk

Jaeger-LeCoultre a guide for the collector by Zaf Basha

(Visited 478 times, 1 visits today)

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Maciej Kopyto

    Panowie,
    serdecznie dziękuję za komentarze i pozytywne, miłe słowa 🙂

    Cieszę się, że artykuł się podoba.
    Żałuję, że nie mam więcej czasu, aby więcej i częściej pisać 😉

    pozdrowienia serdeczne
    MK

  2. Mori

    Świetny kawałek historii. Dzięki za artykuł!

  3. wawiak

    Interesujące. Dzięki.

  4. ANDRZEJ

    DZIĘKI ZA INTERESUJĄCY ARTYKUŁ !

Dodaj komentarz